Kos – budzik wiosenny


Kos
 Kos chętnie żywi się także owocami. Na zdjęciu ciemniej ubarwiony, prawie czarny samiec



Melodyjny miejski kogut

Kos rozpoczyna swój dzień bardzo wcześnie – dzieje się tak od przedwiośnia. Wtedy, już na godzinę-dwie przed świtem zaczyna swą pracę budzika. A że jest nie tylko utalentowanym śpiewakiem, lecz także głos ma mocny i rozchodzący się daleko – to potrafi rzeczywiście postawić na nogi.


Samiczka kosa
 Samiczka kosa w zimie – nastroszone piórka chronia przed mrozem

Podkrążone oczy

Przypomina się mi opowieść pary przyjaciół, którym taki wytrwały budzik wyśpiewywał niestrudzenie donośne pobudki na parapecie okna od godziny trzeciej nad ranem, przez wszystkie wiosenne miesiące. Początkowy zachwyt przeszedł szybko w irytację, tym bardziej, że kos spłoszony w chwilę później wracał na to samo miejsce – by niestrudzenie, z dużym zaangażowaniem i mocą wychwalać nadal swe zalety supersamca.


Kos albinotyczny
 Dość rzadko możemy zobaczyć kosa – albinosa

Zmiany, zmiany

Jeszcze sto lat temu kos był w naszych miastach rzadkością – był typowym ptakiem lasów i zarośli – dziś, aby zobaczyć kosa w lesie trzeba mieć nieco szczęścia. Prócz zmiany miejsca zamieszkania zmienił on także inne zwyczaje – dawniej, większość osobników migrowała. Gdy zbliżała się zima odlatywały na południe i na zachód Europy, w ich miejsce przylatywały jednak kosy z północy i wschodu. Dziś jednak, ledwie jedna czwarta populacji prowadzi takie wędrowne życie.


Samiczka kosa . Park Południowy -Wrocław
 Samiczka kosa zbierająca materiał na gniazdo

Kos w parku

W parku zobaczymy dość łatwo kosa – miejskie parki i ogrody to teraz jego ulubione miejsce życia. Ptak ten nieco mniejszy od gołębia i dość łatwo go rozpoznamy. Samce są czarne (stąd angielska nazwa Blackbird) z żółtym (pomarańczowym) dziobem, samiczka szaro-brązowa z dziobem szarawo-żołtym. Zakładają gniazda wśród krzewów i gęstszych zarośli. Ujrzymy je zwykle żerujące na ziemi , charakterystycznie posuwają się wtedy podskokami –  i wybierają wśród traw swe przysmaki w postaci dżdżownic, chrząszczy i larw owadów. Lubią także owoce, jagody. Śpiew samców trwa od marca do połowy lipca – najintensywniej słychać je w okolicy świtu i zmierzchu. W moim wiosennym rankingu utalentowanych parkowych śpiewaków kos zajmuje miejsce tuż za słowikiem.


Kos (samiec)
 Kos – samiec

 

 


Śpiew kosa w Parku Południowym:

 

Piosenka zespołu The Beatles „Blackbird” – jej linia melodyczna została „podyktowana” przez śpiewającego kosa.


©   Jeśli prezentowane fotografie chcą Państwo wykorzystać proszę o kontakt. Zdjęcia i tekst  chronione są prawem autorskim.

 



 

 

 

 

Podziel się :
Share

Zamek Owiesno. W krainie najpiękniejszych ruin

Zamek Owiesno
 Brama do zamku. Zamek Owiesno


Zamek Owiesno – ruiny rzucające wyzwanie wyobraźni

Owiesno, położone nieco na poboczu od głównych dolnośląskich kierunków turystycznych może sprawić radość poszukiwaczom ciekawych, zapomnianych zabytków. Choć to dziś komletna ruina, nie brak jej jednak urody. Założenie obronne zbliżone do koła o średnicy 30 m  zajmują ściany dawnych pomieszczeń ( a było ich ok. 60) , murów obronnych i wieży, mające wysokość często trzech kondygnacji. Zamek otoczony jest dawną fosą (dziś suchą) także w kształcie okręgu posiada dwie bramy – od południa i północy. Obok znajdziemy dawny folwark z oficyną , ciekawym domem ogrodnika oraz resztkami dawnego założenia parkowego. Barokowa brama wjazdowa na teren zamkowy jest ładnie odrestaurowana przez obecnego właściciela obiektu – Fundację „Zamek Chudów”. Zamek możemy jedynie oglądać obchodząc go wokół fosy – (środek zamkowych ruin nie jest udostępniony, wymaga odgruzowania i zabezpieczenia). Aby wspomóc wyobraźnię możemy na dawnej kartce pocztowej zobaczyć jak wyglądał zamek.


Zamek Owiesno
 Ruiny zamku Owiesno

 

 


Pierwsze wzmianki w kronkach o Owieśnie (Ovesonovo) siegają roku 1260, opisywane wtedy było jako gród obronny. Do 1579 zamek był w rękach śląskiego rodu Pogorzelów (von Pogarell), a później aż do 1797 roku właściciele się zmieniali dość często . Od wspomnianego 1797 roku znajdował się w rękach rodziny von Seidlitz ( aż do roku 1945), przechodząc szereg przebudów, stając się siedzibą o wielu barokowych cechach, nie tracąc jednak przy tym swojego pierwotnego, obronnego charakteru.


Zamek Owiesno
 Owiesno. Ruiny zamku

 


Owiesno, czy tu był Pan Samochodzik ?

Powieść Zbigniewa Nienackiego „Pan Samochodzik i Templariusze” wydana po raz pierwszy w 1966 roku rozpalała wyobraźnię mojego pokolenia.
Fabuła książki i późniejszego serialu opiera sie na opowieści jak to Pan Samochodzik, historyk sztuki poszukuje z grupą harcerzy ukrytego gdzieś w pokrzyżackim zamku skarbu templariuszy, jest też w książce wątek sensacyjno-kryminalny. Na ziemiach, które wcześniej były niemieckie wszystko było dla dziecka tajmnicze i każda zabytkowa budowla musiała ukrywać skarby – tak przynajmniej nam się wydawało. I poszukiwanie skarbów było jedną z ulubionych zabaw dzieci w tamtych latach. W niektórych wcześniejszych opisach historii zamku w Owieśnie sugerowano związek budowli z zakonem templariuszy. Jednak,  były to zapewne miejscowe legendy, które być może przyczyniły się do szybkiego zniszczenia zamku.

Jak szybko stworzyć malowniczą, romantyczną ruinę. Los zamku po drugiej wojnie.

Duże pałace, zamki –  których na tych ziemiach nie brakowało a które stanowiły ciężar dla ówczesnej gospodarki opartej na ideologii socjalistycznej . Zbyt duży. Gospodarzyły w nich państwowe „uspołecznione” przedsiębiorstwa – jednak, gdy trzeba było wykonać remont to najczęściej nie znajdowano na to funduszy, obiekty wtedy opuszczano a dodatkowo pozostawały bez żadnego dozoru. Padały łupem „zbieraczy”, szabrowników  – a że w tamtej epoce brakował wszyskiego, więc skuwano kafelki z posadzek, dachówki zdejmowano, ramy okienne wyjmowano…
Zawsze znajdą się też dorosłe „dzieci” widzące w każdej wnęce starych ścian zamurowane skrzynie. Zostają ogromne dziury, ściany pekają, rozebrany dach już nie chroni konstrukcji… Z niebywałą szybkością,  materialny świadek historii budowany setki lat, kosztem pracy pokoleń  – ginie w lat kilka.
Tak też stało się z zamkiem w Owieśnie. W 1945 roku zamek zajmuje Armia Czerwona. Później rezyduje tu filia legnickiego NKWD, następnie obiekt przejmuje kółko rolnicze – by wkrótce zamek opuścić. Obiekt pozostawiony bez opieki  pozbawiany był wszystkiego, co mogło mieć wartość. W latach sześćdziesiątych (1964) zawaliła się zamkowa wieża.

Zarośniętą kupą ruin zainteresowano się dopiero po przemianach ustrojowych. Dziś jest to własność Fundacji „Zamek Chudów”, która oczyściła i uporządkowała  teren wokół zamku.


©   Jeśli prezentowane fotografie chcą Państwo wykorzystać proszę o kontakt. Zdjęcia chronione są prawem autorskim.



Dojazd : Owiesno położone jest 8 km od Dzierżoniowa i 15 km od Ząbkowic.

 

icon-car.pngKML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-Logo
Owiesno - ruiny zamku

ładowanie mapy - proszę czekać...

Owiesno - ruiny zamku 50.649158, 16.685898

 

 

 

Podziel się :
Share

Paul Keller – zapomniana płaskorzeźba w karkonoskim lesie


 

Płaskorzeźba – profil głowy Paula Kellera na skałce w karkonoskim lesie

 


Paul Keller – neoromantyk z Milikowic

Zbocza Karkonoszy usiane są licznymi, większymi bądż mniejszymi granitowymi skałkami. Wśród nich możemy odnaleźć takie, które były wykorzystywane jako naturalne monumenty – ryto na nich inskrypcje, daty. Na jednej z niewielkich skałek w okolicach Borowic odnajdziemy płaskorzeźbę przedstawiającą profil głowy Paula Kellera – popularnego na przełomie XIX i XX wieku niemieckiego pisarza i poety o dolnoślośląskim rodowodzie. Także tematyka i akcja książek pisarza była głównie osadzona na terenie Dolnego Śląska – w tym, właśnie w Karkonoszach. I zapewne ten fakt zdecydował o upamiętnieniu jego postaci w karkonoskim lesie. W swojej twórczości akcentował zbawienny wpływ na człowieka bliskości z naturą, starał się także wykazywać zalety oraz bronić tradycyjnych, katolickich i chrześcijańskich zasad moralnych. Jego powieści rozchodziły się w ponadstutysięcznych nakładach, co było w tamtych czasach wielkim wydawniczym sukcesem.

Paul Keller urodził się w 1873 roku w Arnsdorf (dziś to Milikowice w powiecie Świdnica), pracował najpierw jako nauczyciel, później poświęcił się całkowicie pisaniu. Jego książki przetłumaczono na co najmniej 17 języków. Tuż przed śmiecią w 1932 roku napisał wizjonerską powieść o mieszkańcach  Berlina uciekających z leżącego w gruzach, płonącego miasta. Powieść nosiła tytuł „Wilki w Berlinie ” – jej rękopis zaginął, nigdy nie została ona wydrukowana.

 


Paul Keller - profil, płaskorzeźba, skałka w Karkonoszach, Borowice
 Profil głowy Paula Kellera na skałce w karkonoskim lesie, Borowice

 

 


Powieść ze śląskich gór

Największą popularność zdobyła powieść wydana w 1902 roku – „Waldwinter” (” Leśna zima” z podtytułem ” Powieść ze śląskich gór „). Do roku 1932 książka sprzedała się w łącznym nakładzie 413 tyś. egzemplarzy. Powieść napisana w duchu neoromantycznym  opowiada o ucieczce bohatera z wielkiego miasta w Karkonosze. Była ona dwukrotnie filmowana – pierwszy raz w latach trzydziestych (w  filmie znadziemy ujęcia nakręcone m.in. na zamku Grodno) a drugi raz w latach pięćdziesiątych (film z „Karkonoszami” nakręconymi w Lesie Bawarskim). Także inne powieści Kellera były przenoszone na filmową taśmę.

Płaskorzeźba z profilem głowy Paula Kellera na karkonoskiej skałce powstała zapewne w latach trzydziestych, po śmierci w 1932 roku pisarza. Co ciekawe, we Wrocławiu na cmentarzu przy ulicy Bujwida zachował się grób Paula Kellera.

©   Jeśli prezentowane fotografie chcą Państwo wykorzystać proszę o kontakt. Zdjęcia chronione są prawem autorskim.



©   Jeśli prezentowane fotografie chcą Państwo wykorzystać proszę o kontakt. Zdjęcia chronione są prawem autorskim.


Skałkę z płaskorzeźbą znajdziemy na północno zachodnich stokach wzniesienia Skiba (740 m n.p.m.) nad Borowicami.

 

 

icon-car.pngKML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-Logo
Paul Keller - skałka z płaskorzeźbą

ładowanie mapy - proszę czekać...

Paul Keller - skałka z płaskorzeźbą 50.797011, 15.704162

 


 

 

 

Podziel się :
Share

Miodunka –  leśne klejnoty


 

Miodunka
 Miodunka ćma – leśne klejnoty

Miodunka – mistrzyni barw

Już od marca w liściastych lasach, szczególnie nadrzecznych, korzystając z nagich, nieulistnionych jeszcze drzew zakwita miodunka. Kwiatki ma niewielkie, niepozorne – lecz charakteryzują się one wielką zmiennością kolorystyczną. Z pewnością nie można im odmówić braku urody. Różne odcienie różu, czerwieni i niebieskiego przechodzą w fiolety na tym samym kwiatostanie – zwykle młodsze kwiaty mają inne barwy niż kwiaty starsze. Pod względem takiej kolorystycznej zmienności miodunka nie ma sobie w wiosennym lesie równych. Na żyznych, próchniczych glebach zarośli i lasów zakwita dość masowo mieszając się w tym czasie ze śnieżyczką przebiśniegiem, zawilcami, kokoryczą, zdrojówką i złocią. Tworzą się wtedy wielogatunkowe, niepowtarzalne i szybko niestety przemijające kwiatowe kilimy.

Miodunka (Pulmonaria ) występuje na terenie Polski w postaci czterech gatunków – miodunka ćma, miodunka plamista (także znana jako lekarska), oraz miodunki : miękkowłosa i wąskolistna. Różnice między gatunkami nie są duże. Prócz naturalnego, powszechnego dość występowania bywa też coraz chętniej uprawiana w przydomowych ogródkach.


Miodunka
 Płucnik czyli miodunka

 


Płucnik

Zastosowanie ziela miodunki w lecznictwie ma długie tradycje, już sama łacińska nazwa ( „Pulmonaria” – a Pulmo to po łacinie płuco) sugeruje medyczne wykorzystanie tej rośliny. Szczególnie popularne było stosowanie miodunki w okresie gdy gruźlica zbierała swoje mroczne żniwo – działała na uszkodzone tkanki płuc, stymulując regenerację zwapnień w gruźliczych ogniskach płuc. Odwar i macerat z ziela miodunki zalecany jest i dzisiaj powodując ułatwienie odksztuszania i łatwiejsze usuwanie wydzielin z górnych dróg oddechowych (zastosowanie w chronicznych nieżytach oskrzeli). Dziś chętnie płucnik stosuje się w mieszankach z innymi ziołami o podobnym działaniu – podbiałem, babką, prawoślazem, kopytnikiem i innymi. Stosowany jest także do przemywania ran. Bywa też wykorzystywany w kosmetyce przy pielęgnacji włosów i skóry. Ziele miodunki zawiera sporo krzemu w postaci krzemionki, saponiny, flawonoidy, kwasy organiczne, antocyjany śladowe ilości alkaloidów. Miodunki – lekarska (plamista) i ćma nie różnią się właściwie swymi właściwościami leczniczymi.

Więcej i bardziej szczegółowo o właściwościach fitomedycznych miodunki – na stronie dr Henryka Różańskiego.

©   Jeśli prezentowane fotografie chcą Państwo wykorzystać proszę o kontakt. Zdjęcia chronione są prawem autorskim.


 


 

Podziel się :
Share

Lepiężnik – niepozorny gigant


Lepiężnik
 Delikatne kwiatki  zebrane w koszyczki a te w grona –  lepiężnik biały widziany z bliska

 


Lepiężnik czyli uroda w szczególe

Każda otwierająca pąki roślina spotykana na przedwiośniu czy wczesną wiosną w górach wywołuje euforię – oto, w końcu pojawiają się tak wyczekiwani wysłannicy nowej pory roku. Lepiężnik należy niewątpliwie do tych pierwszych zauważanych kwiatów – czasem nawet już w końcu lutego wystawia nieśmiało swe główki by zerknąć – czy już można zakwitnąć ? Występuje gromadnie, najchętniej w miejscach mokrych – nad potokami, w nieckach dolinek gdzie zbiera się woda z topniejących śniegów. Kwiaty tej rośliny widziane z perspektywy wzroku człowieka nie wydają się grzeszyć nadmiarem urody – białawe ( lepiężniki: biały i wyłysiały) lub różowe (l. różowy) koszyczki skupione na grubej i zwykle krótkiej, łuskowatej jakby mięsistej łodydze … Gdy jednak nachylimy się i uważniej skierujemy spojrzenie to ukaże się nam urokliwy świat małych, całkiem delikatnych kwiatków zebranych w skomplikowanym świecie metropolii lepiężnikowego kwiatostanu. A przy tym inaczej wyglądają zwieńczenia krótkich łodygi z zebranymi w grono koszyczkami z kwiatami żeńskimi a inaczej te z kwiatami męskimi (lepiężniki to rośliny dwupienne).


Lepiężnik (Petasites) jest reprezentowany w Polsce przez cztery gatunki : lepiężnik biały, wyłysiały, różowy i kuternowaty.


Lepiężnik
 Złożona budowa kwiatostanu lepiężnika – tuż przed właściwym kwitnieniem

 


Dziś mały jutro wielki – udana strategia

Kwiaty lepiężnika pojawiają się nim rozwiną się jego liście – lecz, gdy w maju – czerwcu liście już wyrosną – to są ogromne. Prawdopodobnie to największe liście wśród rodzimych roślin, mogą osiągać metr średnicy. Parasolowate, na odpowiednio grubych łodygach przykrywają szczelnie czasem całe ary odpowiadającego im terenu. W ten sposób lepiężnik bezwzględnie realizuje swą strategię – odgrodzić od słonecznych promieni wszystkie inne konkurencyjne na tym obszarze rośliny, przykryć je cieniem, by pozbawione energii skarlały i zwiędły. To bardzo skuteczna strategia, tym bardziej, że lepiężnik ma jeszcze jedną groźna broń do ochrony swych stanowisk. Nim jego liście wyrosną to kłącza wydzielają do gleby aktywne związki, które hamują rozwój innych roślin – tzw. fitoncydy. Umiłowanie do wody i duże na nią zapotrzebowanie zobaczymy u tej rośliny nie tylko w jej wyborze stanowisk. Poprzez specjalną rynienkę w łodydze liściowej lepiężnik zbiera skrzętnie wodę atmosferyczną ze swego olbrzymiego liścia wprost do systemu korzeniowego. Dodatkowo ma on także spore możliwości pochłaniania wody wprost przez liście.


Liście lepiężnika
 Ogromne lepiężnikowe liście mogą mieć nawet metr średnicy – pod ich zwartą powierzchnią panuje cień i wilgoć

 

Apteka znad potoku – nie tylko na alergie

Liście i kłącza lepiężnika są surowcami zielarskimi i zawierają w sobie wiele substancji czynnych pomocnych m.in. w leczeniu stanów alergicznych. Substancje te działają także rozkurczowo, żołciopędnie i wykrztuśnie. Niestety, surowiec zielarski lepiężnika zawiera także pewną ilość niepożądanych alkaloidów – i wskazane jest, by kuracja lepiężnikowa nie trwała dłużej niż 2-3 tygodnie. Obszerniej o zastosowaniu lepiężnika w fitoterapii pisze dr Henryk Różański.


Lepiężnik różowy
 Lepiężnik różowy w czasie kwitnienia

 

 


©   Jeśli prezentowane fotografie chcą Państwo wykorzystać proszę o kontakt. Zdjęcia i tekst chronione są prawem autorskim.

 


 

 

Podziel się :
Share

Zakłady Przemysłowe R-1 w Kowarach – spełnione uranowe sny Stalina. Niespełniona wizja Gomułki


Zakłady R-1 w Kowarach
 Zakłady R-1 w Kowarach – ich istnienie i działalność stanowiło przez długie lata tajemnicę państwową

 


Do kowarskiego Podgórza trafiłem w pierwszy dzień wiosny – ten dzień był szary , nijaki i wiosny wcale nie przypominał. W sam raz na wspomnienie socrealizmu i ciemnych chmur widma atomowej zagłady. Dobry dzień na zapomniane miejsca i szczęśliwie dla nas odeszłe w niebyt idee. Wejdźmy zatem w karty historii, która tutaj zostawiła swoje wciąż lekko promieniujące ślady.

 

Uranowa gorączka rozpaliła umysły Stalina i ludowych komisarzy jeszcze w czasie trwania drugiej wojny. Rosła wraz z wiedzą dostarczaną przez sowiecki wywiad o postępach niemieckich naukowców w badaniach nad „Wunderwaffe” – bronią atomową. Jeszcze większe przyspieszenie wysiłków nad uzyskaniem technologii do stworzenia tej broni nastąpiło po amerykańskim zrzuceniu bomb nad Hiroszimą i Nagasaki. Rosjanie po zagarnięciu znacznego obszaru Niemiec enrgicznie zbierali porozrzucane elementy hitlerowskiego programu atomowego i układali je w całość, lecz czas płynął a wielki wódz postępowej ludzkości się niecierpliwił.


Kowary Zakłady R-1
 „Pokój narodom” głosi napis na murze budynków zakładu , który dawał  ZSRR materiał na 10 000 bomb podobnych do tej zrzuconej nad Hiroszimą

 

 


Radowe (nie)szczęście w Schmiedenbergu

Malownicze miasteczko Schmiedeberg rozłożone pod grzbietem Karkonoszy z jednej strony a wzniesieniami Rudaw Janowickich z drugiej posiadało bogatą górniczą przeszłość – wydobywano tu głównie rudy żelaza. W wiekach XVI-XVII były one na miejscu wytapiane, a huty i kuźnie specjalizowały się głównie w produkcji broni palnej – jednak po ogromnych zniszczeniach wojny trzydziestoletniej przemysł hutniczy się już nie podniósł. Kopalnie rudy żelaza aż do końca drugiej wojny transportowały urobek do hut na Górnym Śląsku. W górnej części miasteczka, w dolinie potoku Jedlica (Eglitz) funkcjonowała kopalnia rud żelaza „Bergfreiheitgrube” – w wydobywanych tu złożach już na początku wieku dwudziestego stwierdzono obecność rud uranu. W tym jednak czasie ten ciężki metal nie budził żadnych emocji, gdyż nie miał praktycznego zastosowania. W pierwszych dziesięcioleciach XX wieku zapanowała moda na wszelkie „lecznicze” zastosowanie innego promieniotwórczego pierwiastka – radu. Było to echem wcześniejszych badań nad radem i odkryć Marii Curie -Skłodowskiej i Piotra Curie z początku wieku. Wykreowany przez ówczesną prasę bezkrytyczny trend na „cudowne” właściwości wszystkiego co promieniotwórcze zaowocował. Była to zatrważająca moda na radioaktywność kreowana także przez reklamy producentów towarów codziennego użytku i nie mająca nic wspólnego z nauką – produkowano radioaktywne kremy „upiększające”, pasty do zębów z radem, farby luminescencyjne i setki innych masowych produktów. Opamiętanie przyszło niespiesznie, dopiero gdy straszne skutki stosowania radioaktywnych izotopów dotknęły ludzi bezpośrednio zatrudnionych przy produkcji tych towarów, choć te fakty były także zatajane i lekceważone przez nastawionych na zysk producentów. Jednak, początek tej mody dał szansę na wykorzystanie rud uranu ze Schmiedenbergu oraz dodatkowy zarobek – szczególnie, że przyszły chude lata po pierwszej wojnie światowej a później nędza światowego kryzysu.

Rad występował w uranowej rudzie i pozyskiwano ją także w „Bergfreiheitgrube” najpierw z uwagi na zawartość tego pierwiastka, nie zaś uranu.

Nadchodzą mroczne czasy

Prawdziwe zainteresowanie uranem przyszło wraz z rozwojem badań nad jądrową reakcją łańcuchową i możliwością wykorzystania efektu rozszczepienia jądra uranu jako potencjalnej broni o wielkiej sile rażenia. Za przyspieszeniem badań nad rozszczepieniem jądra uranu stała zbliżająca się wojna.


Dolina Jedlicy - Kowary Podgórze
 Malownicze zbocza wzniesień wokół Doliny Jedlicy gdzie ulokowane jest kowarskie Podgórze od wieków były dziurawione przez pokolenia górników

 


Rudę uranu ze Schmiedenbergu kupowały w latach trzydziestych i czterdziestych Zakłady Chemiczne Koncernu Aurela w Oranienburgu pod Berlinem – to one przerabiały ją na uranowy koncentrat, który miał być wykorzystany najpierw w niemieckim reaktorze doświadczalnym a docelowo w broni atomowej. Amerykański nalot dywanowy w 1945 roku na te zakłady chemiczne, gdy było już pewne, że wpadnie on w rosyjskie ręce nie był raczej przypadkowy. Mimo to, w zgliszczach zakładu Rosjanie odnaleźli rudy i koncentraty uranowe oraz informacje o pochodzeniu złóż.


Zakłady R-1 w Kowarach - czy to urządzenie służyło do flotacji i wzbogazania rud uranu ?
 Zakłady R-1 w Kowarach – czy to urządzenie służyło do flotacji i wzbogacania rud uranu ?

 


Internacjonalizm uranowy

Tuż po zakończeniu wojny Rosjanie, po doniesieniach wywiadu o miejscach pozyskiwania przez Niemców rud uranowych zainteresowali się tym miejscem – lecz, jedynie na krótko. W lipcu 1945 roku przekazano polskiej administracji kopalnię.

Kopalnia „Wolność” w ówczesnej Krzyżatce (późniejszych Kowarach) nie stanowiła wtedy większej wartości – szyby i chodniki jeszcze przed zajęciem tych terenów przez Rosjan zostały zalane a urządzenia naziemne przez nich samych złupione. Jednak przejęta przez polską administrację kopalnia w której wciąż większość pracowników stanowili Niemcy nadspodziewanie szybko wznowiła wydobycie rud żelaza – nastąpiło to już w sierpniu 1945 roku. Do kopalni Rosjanie jednak wrócili w roku 1947 – gdy otrzymali świeże wyników prac polskich geologów.


Kowary Zakłady R-1
 Betonowa podstawa pod słup podporowy kolejki wiszącej której wagoniki transportowały płony urobek na hałdy. Kowary, Zakłady R-1

 

 


Już 19 marca Józef Stalin podpisał dokument o poszukiwaniu złóż uranu na terenach polskich. Zawarto szybko i bez prawa odmowy umowę międzypaństwową mówiącą o wydzieleniu specjalnego przedsiębiorstwa pozyskującego rudy uranowe a także mającego zająć się ich poszukiwaniem. Trzeba wspomnieć, że podobne umowy z ZSRR zawarły już wcześniej inne „bratnie” narody, których terytoria zajęła Armia Czerwona (Bułgaria, Czechosłowacja i Saksonia).


 R-1. Kowary
 Opuszczona ruina w dawnych Zakładach R-1. Kowary

 

 


Kuźnieckijie Rudniki” 

Utworzone z początkiem 1948 roku Państwowe Przedsiębiorstwo Kowarskie Kopalnie (Предприятие Кузнецкие Рудники ) praktycznie znajdowało się poza polską kontrolą – kierowane było przez Rosjan ( już w 1948 roku pracowało tu na stanowiskach kierowniczych i oraz w zawodzie geologów 48 Rosjan). ZSRR finansowały także wydobycie i poszukiwania. Oczywiście cała ruda (ta bogatsza w uran, powyżej 0,2%) trafiała do Kraju Rad. Polsce zostawało teoretycznie 10 % zysku przy początkowym założeniu, że przelicznik rubla i złotówki wynosił1:1. Jednak dość szybko i często ów przelicznik zmieniał się i był ustalany na niekorzyść Polski.

W ramach Przedsiębiorstwa Kowarskie Kopalnie w 1948 roku wydobywano rudę uranu w Kopalni Wolność w Kowarach oraz w kopalniach w Miedziance i Kletnie. Lista kopalń, miejsc poszukiwań, odwiertów szybko się powiększała wraz z wydobyciem. Rosła także liczba zatrudnionych ludzi osiągając pod koniec 1950 roku liczbę 7926 osób. Wszelkie poczynania związane z działalnością wydobywania uranu były objęte tajemnicą państwową – obowiązywała ona oczywiście także wszystkich górników. Sankcje w tych czasach za jej nieprzestrzeganie były drakońskie. Kowary – oraz inne osiedla górnicze a także kopalnie były strefami praktycznie zamkniętymi dla przyjezdnych. W kopalni Wolność, gdzie była siedziba kierownictwa przedsiębiorstwa była także stała placówka Urzędu Bezpieczeństwa. Urobek pod wojskową ochroną przewożono samochodowymi konwojami do Legnicy (gdzie do początku lat dziewięćdziesiątych stacjonował ogromny garnizon Armii Czerwonej). Z Legnicy drogą lotniczą ruda uranowa leciała do stolicy komunistycznego atomowego imperium. Aby podnieść ochronę i tajność poczynań w 1951 roku zmieniono nazwę przedsiębiorstwa na enigmatycznie brzmiące Zakłady Przemysłowe „R-1” w Kowarach.


Poprzez zakłady wzbogacania uranu i kopalnię w Kowarach biegła linia kolejowa Jelenia Góra - Wałbrzych.
 Zakłady wzbogacania uranu i kopalnię w Kowarach przecinała linia kolejowa Jelenia Góra – Wałbrzych.

 

 


Nic za darmo

W Kowarach wybudowano nowoczesne i komfortowe na owe czasy Osiedle Górnicze, nieco później wzbogacone w przychodnię , szpital, szkołę. Górnicy chętnie – z uwagi na wysokie zarobki – podejmowali tu pracę. Teoretycznie wiedzieli co wydobywali, jednak ich wiedza o realnych zagrożeniach dla zdrowia była niewielka. Po części to presja większego zarobku często zamykała oczy i zatykała uszy, czasem były to celowe niedopowiedzenia przełożonych aby osiągnąć jak najwyższe wyniki wydobycia, nie bez znaczenia i winy była ówczesna ideologia. Choć typowe wypadki górnicze nie były tu częstsze niż w innych rodzajach kopalń w owym czasie, to jednak po latach pracownicy zatrudnieni bezpośrednio przy wydobyciu płacili słoną cenę życia i zdrowia.

Praca w pyle w którym było wiele drobin m.in. radu, uranu oraz przy dużym stężeniu radonu musiała pozostawić tykającą bombę w organizmie.

 Osobista ochrona dozymetryczna została wprowadzona dopiero w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku.


Kowary Podgórze
 Opuszczony stary dom niepodal dawnych hałd kopalni uranu. Badania nie stwierdzają obecnie realnych zagrożeń dla ludzi lub skażenia terenu.

 

 


Spotykane w sieci sensacyjne tytuły głoszące jakoby ZSRR zbudowało swoją pierwszą atomową bombę z wydobytego w Kowarach uranu prawdą być jednak nie mogą. Rosjanie już 29 sierpnia 1949 roku w Siemipałatyńsku przeprowadzili pierwszą atomową eksplozję. Prace nad wzbogaceniem uranu i stworzeniem bomby muszą potrwać a dostawy rudy z Polski ruszyły dopiero w 1948 roku. ZSRR już 1944 roku wydobywał w tym celu uranowe rudy w Bułgarii. Z pewnością polskie rudy uranowe wzbogaciły atomowy arsenał Czerwonego Imperium (a teraz Rosji) a także pozwoliły na rozwój radzieckiej energetyki atomowej – jednak, nie w tak dużym stopniu, jak to sobie wyobrażamy. Szacuje się, że polskie dostawy to około 5 % ówczesnego zapotrzebowania ZSRR (przykładowo z NRD pochodziło 50 %…)


 R-1 w Kowarach
 Dawne zakłady wzbogacania uranu R-1 w Kowarach

 

 


W latach 1948 -1963 wydobyto w Polsce rudę uranową która dała 703,6 tony czystego uranu. Pierwsza zrzucona przez Amerykanów bomba atomowa zawierała ładunek 64,1 kg uranu. Podobnych bomb można było wytworzyć z polskiego uranu ponad 10 000.

 


Niespełnione wizje towarzysza Wiesława czyli to już jest koniec

 

W pierwszej połowie lat pięćdziesiątych Rosjanie odkryli nowe, ogromne zasoby rud uranowych u siebie, w wielkim Kraju Rad – i które okazują się znacznie bardziej opłacalne w wydobyciu niż kończące się złoża polskie. Po śmierci Stalina, w trakcie przemian w Europie i na fali „Polskiego Października” radzieccy towarzysze w Kowarach poczuli lekki dyskomfort. Krótko ujmując hcą się z interesu wypisać. Pierwszy sekretarz Wiesław Gomułka niby nie jest zadowolony – co teraz zrobić z tysiącami górników, trzeba dać im pracę (bo będą kłopoty) – lecz, ktoś mu podsuwa cudowną wizję Polski szczęśliwej i dostatniej, uranem płynącej. Na bazie tej wizji stworzony zostaje program rozwoju narodowej atomistyki – pokojowej oczywiście. To wtedy już powstają plany atomowych elektrowni w Żarnowcu i kilku innych miejscach. Towarzysze z Polski zapominają jednak, że to towarzysze z ZSRR mają technologię i zasoby. Okazuje, że to co w Polsce pozostało jest marnej jakości i nie ma tego dużo. Cóż, chciano dobrze, była wizja. Plenum, uchwała i trzeba brnąć dalej. Jednak rzeczywistość w końcu zmusiła do korekty planów i w 1962 roku liczba pracowników zakładu nie przekraczała już 900 osób. Pozostają setki kilometrów chodników, ogromne hałdy i zdegradowany krajobraz. Miasteczko Miedzianka wskutek rabunkowego wydobycia musi zniknąć z krajobrazu Dolnego Śląska. Ostatni Rosjanie opuszczają Kowary w 1964 roku. Gdy za niebagatelne środki tworzymy technologię uzyskania koncentratu rudy uranowej, to tenże koncentrat sprzedajemy do ZSRR poniżej kosztów produkcji. Coraz dotkliwiej daje znać prawda, że nasze złoża się wyczerpały. Ostatecznie towarzysz Edward zastępuje towarzysza Wiesława i usiłuje zrobić porządek – z dniem 1 stycznia 1973 roku Zakłady Przemysłowe „R-1” w Kowarach zostają zlikwidowane.


 R-1 w Kowarach
 Dawne zakłady wzbogacania uranu R-1 w Kowarach. Stan na 21.03.2017

 

 


Nieco wcześniej, już we wrześniu 1972 roku zostaje utworzony przez Politechnikę Wrocławską i część zakładów R1 Zakład Doświadczalny „Hydromech” – zajmowano się w nim związkami metali ziem rzadkich, zakład ten działał do 1993 roku. Dziś część budynków po zakładach R 1 zajmuje Spółka Hydromet Sp. z o.o.

Hałdy z ubogimi złożami rud uranu zostały zlikwidowane i wykorzystane w różny sposób w przemyśle. Część sztolni w dawnej kopalni „Podgórze” jest udostępniona do zwiedzania jako Podziemna Trasa Turystyczna w Kowarach.


R-1 Kowary - taśmociąg
 Budynki dawnego Zakładu R-1 i kopalni uranu w Kowarach

 

 


 

©   Jeśli prezentowane fotografie chcą Państwo wykorzystać proszę o kontakt. Zdjęcia i tekst chronione są prawem autorskim.


 

 

 

 

 


Materiały źródłowe :

Wikipedia


icon-car.pngKML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-Logo
Dawne Zakłady R-1 i nieczynna kopalnia uranu i rudy żelaza 'Wolność' w Kowarach-Podgórzu

ładowanie mapy - proszę czekać...

Dawne Zakłady R-1 i nieczynna kopalnia uranu i rudy żelaza \'Wolność\' w Kowarach-Podgórzu 50.772578, 15.854816 Dawne Zakłady R-1  w Kowarach i nieczynna kopalnia uranu i rudy żelaza \"Wolność\"
Podziel się :
Share